niedziela, 6 stycznia 2013

zamigotał świat

Czasem myślę sobie, że gdybym trafiła tu na innym etapie życia zachłysnęłabym się tym całym światem tak bardzo, że zabrakłoby mi tchu. Nie oddychając, nie myślałabym trzeźwo - o ile w ogóle - tylko sunęłabym na pięknej bańce ku radosnej, świetlanej przyszłości, wypełniona po brzegi wodą sodową o smaku wielkości i nieomylności.
Gdybym trafiła tu na innym etapie życia, ktoś mógłby zrobić mi ogromną krzywdę, mówiąc, że jestem świetna, a ja bym w to uwierzyła. 

Mijam na korytarzach kilka młodych wilków, tak niewiarygodnie radosnych, tak beztrosko sięgających po więcej, tak otwartych i przyjaznych, że przyglądam się temu z zaciekawieniem.
Przez krótki moment nawet mnie to śmieszyło, teraz jest mi zwyczajnie smutno.
Być może to już zupełnie inna generacja, która po prostu tak ma.
Być może tak należy grać siebie samego w wielkim świecie, by przetrwać.
Być może to wszystko pozy i maski ukrywające wielką pustkę.
Być może jestem z innego świata w jeszcze większym stopniu, niż myślałam.

Nowe powiadomienia o chęci dodania mnie do znajomych bardziej mnie stresują niż cieszą. Bo ja zaproszenia nie wysłałam żadnego, dla mnie to zbyt wcześnie. I mogłabym sobie fantazjować, że zwyczajnie popularna się stałam, ale myślę, że - w większości przypadków - zwiększam jedynie pożądaną statystykę i nie o bliższe poznanie mnie tutaj chodzi.
Cały paradoks polega na tym, że - choć wielu rzeczy nie pojmuję, choć wiele zdarzeń powierzchownością i fałszem trąca, choć niewiadomą wciąż dla mnie są prawdziwe intencje słów i czynów - dobrze czuję się w ich towarzystwie i darzę prawdziwą sympatią.

Czasem myślę, że trafiłam tu na odpowiednim etapie. Gdzie nie zachłystuję się i patrzę na rzeczywistość przez palce. Gdzie nie tak łatwo mnie kupić tanim pochlebstwem. Gdzie bańki puszczam M-ce. Gdzie nie muszę dookreślać siebie tym, co na zewnątrz.
I znów dziękuję wszystkiemu, co przydarzyło mi się do tej pory, za mój zdrowy dystans, pokorę, społeczne wyobcowanie i mój wewnętrzny świat.
On migoce najprawdziwiej.

niedziela, 30 grudnia 2012

bla bla bla

Gdybym jednym słowem miała opisać mijający rok, byłaby to zmiana
Zmiana choćby blogowego miejsca, zmiana miejsca zamieszkania, zmiana pracy, zmiana pewnych struktur myślowych, zachowań, emocjonalności i rytmu dnia.
Oprócz jednej, wszystkie te zmiany, przyszły w sposób naturalny, niemal nieproszony, bez większych zgrzytów. Tylko jedna z nich była naprawdę ciężka, trudna do pogodzenia.
I nie świadczy to chyba dobrze o mnie, bo zmiana, o której myślę, to zmiana miejsca w sieci. 
Wciąż lubię swoje onetowe miejsce, wciąż patrzę na nie z sentymentem, czasem myślę, aby do niego wrócić, choć powrotu - w takiej formie - już nie ma. Ale jest na blogspocie coś, co uwielbiam całą sobą, co mnie bawi i rozśmiesza niemal do łez. To blogowe statystyki, gdzie wyświetlają się słowa kluczowe wpisywane w wyszukiwarki, które jakimś cudem kierują w stronę lamassu. Zaczęłam prowadzić ranking, spisywać wszystkie wpisywane zwroty z obu blogów. A skoro na koniec roku, gdzie się nie obejrzysz czekają jakieś podsumowania, to i ja podsumowuję najbardziej zaskakujące słowa kluczowe z obu blogów.

Zacznijmy od bloga M-ki. Jak na bloga o dzieciach przystało, wyszukiwarki kierowały w jego stronę, gdy ktoś szukał informacji o postaciach z bajek:
- "Stich"
- "Stich 2"
- "Lilo i Stich i pendrive"
- "Jack Sparrow z rumem"
A także porad niezbędnych przy wychowywaniu dziecka:
- "Jak uczesać dziecko do przedszkola?"
- "Jak wejść do domu przez uchylone okno?"
oraz:
- "Próg zwalniający za szybko przejechać"

Według wyszukiwarek w tym roku dużo miejsca na swoim blogu poświęciłam pracy, jedzeniu, szkicom wszelakim, odchudzaniu, stanom emocjonalnym, nakryciom głowy i ogólnie rzeczom, które można podciągnąć pod kategorię "absurd":
- "z okazji awansu kolegi z pracy"
- "jak się wymigać z delegacji"
- "najdłuższy staż w pracy szkic"
- "kosz z owocami szkic"
- "szkic hamaku"
- "tło do listu"
- "iґ nika przestrzega—a"
- "matka Giorgione"
- "smutne stewardessy płaczą"
- "miała nielegalną plantację maków w ogródku"
- "nadepnęłam boso na klocek"
- "czapka w kształcie kasztana"
- "wredny Roman"
- "ja też się cieszę, a zwłaszcza z kumpli"
- "nakrycia głowy czapka krasnoludka"
- "mówisz, że jesteś na imprezie"
- "wznoszę swe oczy ku górom"
- "tęsknię za swoją chudością"
- "bo zupa była za słona"
- "opis obrazu kobiety zdejmującej skrzydła"
- "kiedy jastrzębie budują gniazda"
- "tło na ask duży rozmiar papieros"
- "świat się skończył"
- "i buciorem gniecie"
- "zwierzęta posługujące się sztućcami"

oraz, według mnie wyjątkowy i zdecydowanie top one:


"Tak wiele się zmieniło. Nie miałam mojej grzywki, nigdy nie miałam chłopaka i wciąż miałam małą warstwę tłuszczu niemowlaka".

Z analizy tych statystyk wniosek nasunął mi się jeden: Matko Boska, jakie ja głupoty na tych blogach wypisuję!


Piszącym i Czytającym: w 2013 bądźcie inspirujący i inspirowani :)

czwartek, 27 grudnia 2012

comfortably numb

Podobno moja wrażliwość była jak odsłonięty nerw. Chłonęłam problemy innych, jak gąbka. Nadwrażliwość napięta jak struna i emocjonalność labradora.
Moje słowa, że gdzieś na dnie, są olbrzymie pokłady cynizmu, sarkazmu i ironii kwitowano pobłażaniem.

Podobno wykonałam emocjonalne salto. Wrażliwość schowana na dnie, przykryta dużym stężeniem cynizmu. Podobno mniej melancholijna, częściej śmiejąca się niż kiedyś.

Mam silnie rozwinięte mechanizmy obronne i zbyt dobrze wiem, że niezwykle często, jedyne co pozostaje na koniec dnia, to roześmiać się szczerze, prosto z przepony. Bo śmiech, to idealna tarcza ochronna przed światem, a przede wszystkim przed sobą samym.

W czasach, gdy nadwrażliwość rozsadzała mnie od środka, marzyłam o tym, by szczerze móc powiedzieć: nieważne i wzruszać ramionami.

Teraz cała jestem tym gestem.
Myślałam, że to kwestia wieku, kolejny etap dorastania. Zdrowy dystans, przez który nie spalasz się tak, jak zawsze. Myśl, że jeśli nie chcesz, by coś było problemem, to zwyczajnie nim nie jest. Może to odkrycie i zrozumienie, co tak naprawdę jest ważne.

A dzisiaj myślę, że nie. Dzisiaj myślę, że emocjonalne salto, to kolejna tarcza, która ma chronić moją wrażliwość. Bo ona wciąż jest, drga napiętą struną we mnie, a na zewnątrz ubiera się we wzruszenie ramionami.

Bo nadchodzi taki moment, gdy emocjonalne salto jest jedynym, co możesz zrobić, by przetrwać kolejny dzień. By nie rozbijać się o rozczarowania, by nie musieć rzucać grochem o ścianę.

I myślę, że kilka lat temu taki stan by mnie zasmucił, że powinien smucić teraz, a ja walczyłabym, by się od niego uwolnić.
Ale dziś wzruszam ramionami i mówię, że to nieważne.
Na ten czas, właśnie tak, jest mi dobrze.


"(...) a we mnie jakby wszystko mijało i coraz większy spokój mnie ogarnia.
Obojętny się niemal sobie staję, obojętny staje mi się cały świat, że jest taki, nie inny.
A nawet mam poczucie, jakbym się odnajdywał w nieznanym mi porządku"
W. Myśliwski 

poniedziałek, 24 grudnia 2012

bambino jazzu

bambino jazzu
Wymarzonych Świąt :)


Copyright © 2014 serendipity , Blogger