czwartek, 2 lipca 2015

proud Mary

"...to tylko podróż jest 
z ciemnych pokoi do ogrodów i ciepłych plaż, 
wysokich gór i palm"

"Ślady" Fisz Emade Tworzywo


Czerwiec miał przyjść i mnie zjeść. Pisałam, że pokąsał jedynie. Zbyt szybko go pochwaliłam. Przeżuł i wypluł. Zawsze bałam się czerwców. Czerwce zawsze miały w sobie coś z ostateczności. 

Ten miał ruchome niepokoje. Śnił mi się dzik. Warchlak owinięty w siatkę jak budynki u Christo. Chodził po mieszkaniu. A potem, już na jawie, znajoma powiedziała mi, że muszę mieć ładny głos, bo wyglądam na śpiewaczkę. Cały czerwiec to paso a paso. Byle się nie potknąć. A na sam koniec zatrzymał się oddech.

W torebce miałam jeden z przywiezionych hiszpańskich wachlarzy, który chciałam Jej dać,
Myślę, że by się Jej spodobał.  

- Spakujcie rzeczy babci - Tak po prostu, tak zwyczajnie, bo w sumie nic innego już nie pozostaje. Jedna torba rzeczy osobistych, które już nie mają znaczeń nadanych im przez właściciela. 

Myślę sobie, że musi być coś więcej. Myślę, że każdą myślą, gestem wypełniamy nasze życie, nadajemy mu znaczeń. Myślę, że ostatnią kropką, klamrą nie może być torba wypełniona drobiazgami i garść dokumentów poświadczających zaistniały fakt w dłoni.

Prawie 80 lat śmiechu, łez, strachu, radości, całego emocjonalnego alfabetu. Masz dzieci, wnuki i prawnuczkę, najukochańsze zdjęcia gdzieś w pudełkach, grzebyki z masą perłową do włosów, sznur bordowych, szklanych korali podbieranych tłustą rączką najstarszej wnuczki. Znasz tysiące historii i masz setki przeczytanych książek. Całe morze wspomnień, pięknych chwil, kilka błędów. Całe życie czymś wypełnione, czymś tętniące.
Po prostu musi być coś więcej.
Choćby tyle, ile pozostaje nas w innych. 

Na sam koniec powinna lecieć jakaś muzyka w tle. Pożegnalna pocztówka dźwiękowa. Powinniśmy odchodzić w dźwiękach swojej ulubionej przewodniej piosenki. 
Może tak właśnie jest i tylko ten, który odchodzi ją słyszy?
Wierzę, że tak.

Nie wiem, jakie dźwięki Jej towarzyszyły. Obawiam się, że mogła być to jedna z ludowych, niemieckich piosenek, które lubiła sobie  czasem słuchać z satelity. 
Ale gdym miała porównać Ją do piosenki, wskazać tą jedną, z którą mi się kojarzy, to słyszę to:


[zbieżność imion zupełnie przypadkowa, o riff i tempo chodzi]

Nie wiem, czy ją znała. Na pewno nie w tym wykonaniu. 
Ale mogłaby mnie zaskoczyć, wszak uwielbiała oglądać ze mną Buffy - postrach wampirów.

Bo moja babcia, w tak wielu aspektach, to jednak torpeda była. 

I widzę, jak dumnie idzie w tym rytmie z hiszpańskim wachlarzem w dłoni. 





6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, że jedno tęskni i idzie za drugim...

      Usuń
  2. Chyba to dobrze o nich (ich wspólnym byciu na dbre i złe) świadczy, choć to takie smutne dla reszty...

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 serendipity , Blogger