czwartek, 24 maja 2012

greased lightning

Centrum miasta idę w sukience jakby_biznesowej i w sportowych sandałach. Biznes biznesem, ale na drodze i w samochodzie musi mi być wygodnie. Oczywiście było mi tak wygodnie, że jakby_biznesowe buty całe spotkanie spędziły leżąc w samochodzie
W ręku taszczę w czarnym pokrowcu wielki roll-up projektowy i z daleka wyglądam, jak jakiś desperado. 
Na schodach podziemnego przejścia mijam starszą panią, która zerka na mnie i mówi:
- Jak to głupio wygląda.
Nie wiem, czy ma na myśli roll-up, sportowe sandały, czy wszystko razem. 
Ale zgadzam się droga pani. Bardzo głupio. 

Jazda do wioski w widłach rzek na literki O i B stała się jakby normą.
Oczywiście, zawsze przed śnią mi się katastroficzne sny drogi, ale sama droga jakby mniej uciążliwą się staje. 
Do trzech razy sztuka - nie korzystam z żadnych map i GPSów i w tej trzeciej podróży nie gubię się wcale. Nie drętwiałam też, jak dotychczas, gdy długo jechałam pustą drogą przez las, gdy radio zaczęło wyłapywać niemieckojęzyczne stacje ani wtedy, gdy coraz mniejsze były liczby przy drogowskazie na Berlin.  Trochę zmroziło mnie, gdy rozpędzona musiałam awaryjnie hamować na autostradzie, gdy jadące przede mną dwa samochody wpadły na siebie, a ja ze smrodem spalonej gumy zatrzymałam się przy barierce w nic nie uderzając ale tak jakby pod kątem prostym.I też wyglądało to głupio, ale było zasadne, bo samochód za mną też był cały. Zastanawiam się, czy nie przerzucić się jednak na podróż PKP, która zajmuje mi wraz ze spotkaniem 21 godzin,  a nie jak samochodem 9, choć to głupie trochę.
Gdy sunę już wioskami otwieram oba okna i bawię się, że jadę kabrioletem.
Po tej zabawie włosy mam, jak Bridget Jones bawiąca się w Grace Kelly. 
I to dopiero głupio wygląda.
I głupio mi, że zamiast 3 godzin jechałam niecałe 2 więc, by nie sterczeć głupio na parkingu sterczę sobie przy pobliskim bajorze a komary gryzą mi kostki.
W efekcie wchodzę w jakby_biznesowej sukience, sportowych sandałach, czerwonych kostkach pokrytych bąblami i z włosami wyglądającymi, jak rabarbar uderzony piorunem. Ergo głupio  się uśmiecham.

Ale nic z tych rzeczy nie ma znaczenia.
Chciałabym móc złapać do szklanego słoika zapach sosnowego lasu i tych wszystkich kwitnących drzew, które mijałam po drodze. Zapach szosy lekko zroszonej deszczem.
Chciałabym zachować na dnie kieszeni rozgrzane powietrze i otulać się nim w chłodniejszy czas.
Pod powiekami schować ten widok, gdy we wstecznym lusterku odbijał się blask słońca a przed sobą widziałam granat nieba. Jak pokaz slajdów odtwarzać promienie słońca opalające smukłe pnie drzew. Ten moment, gdy wszystkie kolory dnia przemieszały się jak w kalejdoskopie, gdy wjechałam autostradą w burzę. A zwłaszcza tę chwilę po, gdy jadąc po lekkim wzniesieniu widziałam tylko niebo, a deszcz unosił się nad drogą parą, tak, że czułam się, jak Olivia Newton John i John Travolta w ostatniej scenie z Grease. Tak dosłownie między chmurami.

Zachować te wszystkie zapachy, widoki i odczucia
Te małe głupotki, dzięki którym sunie się każdego (nie)zwykłego dnia, szybko, jak błyskawica.  

8 komentarzy:

  1. to się chyba nazywa "żyć chwilą"... czy jakoś tak. pięknie w każdym razie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałaby dusza do raju:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak.. trzeba brac z zycia tyle ile się da.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wyciskać do ostatniej kropli :)

      Usuń
  4. Ja zamykam w klatce aparatu fotograficznego wszystkie te cuda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasami zjeżdżam z drogi, by zrobić zdjęcie, ale akurat te najwspanialsze chwile widziałam jadać autostradą :)

      Usuń

Copyright © 2014 serendipity , Blogger