sobota, 5 maja 2012

thunder only happens when it's raining

Któreś tam grzmienie wiosny przebija się przez słuchawki w uszach.
Śmieję się z nas pod nosem.
Siedzimy wszyscy w swoich takich samych, równo odmierzonych ogródkach, na plastikowych krzesełkach w tych samych kolorach, kupionych w tym samym sklepie.
Oni mają równo przystrzyżone trawniki, ja mam trawnik równo pokryty dmuchawcami.
I jak siedzimy tak co wieczór, na tych swoich wybiegach, na krzesłach z papierosami i piwem w dłoni, każdy patrzy w swoją stronę, zajęty swoimi myślami i swoim trawnikiem, co chwile podbiegając do pocących się kiełbas, to stwierdzam, że nie różnimy się to zbytnio od wczasowiczów w domkach letniskowych gdzieś nad jeziorem.
Zrywa się wiatr. Drobne, białe płatki z jabłoni gęstym deszczem spadają wprost na mnie, na dmuchawce, na ścieżkę.
Sąsiedzi zrywają się z krzeseł w tym samym kolorze i wymiatają ze swych idealnie wyłożonych puzzlami chodników płatkowych intruzów.
 - Śnieg mamo! - woła M-ka i wiruje z głową zadartą do góry. 
Wyciągam ręce nad głową prosto w lecące confetti płatków. I też się zrywam.
Idę w pole.
To śmieszne, ale choć mam je tuż za domem, to w tym roku jeszcze tam nie byłam.
M-ka goni kota, kot ucieka przed M-ką.
Ciepły, silny wiatr owija się między moimi łydkami.
Brakowało mi wietrzyska. 
Pierwsze krople rozbryzgują się na gołych ramionach.
Głośne plask na rozgrzanej skórze daje ukojenie ciału.
Mocny wiatr daje ukojenie głowie.
Wywiewa służbowe obowiązki, napięte harmonogramy i tysiące pilnych spraw, które zawłaszczyły każdą moją myśl.

Kilkanaście godzin później kolejne grzmienie wiosny.
Miasto zmęczone upałem, słania się, idzie mozolnie. Jeden grzmot, drugi, nagły błysk i prawdziwa ulewa.

Daje ulgę od ciepła bijącego z betonowej dżungli.Euforia kibiców zagłusza kolejne grzmoty. Nie mają szans z paroma setkami gardeł skandującymi niegdyś tak ważne dla mnie hasło. Piszę niegdyś a przecież uśmiechnęłam się z dumą na końcowy gwizdek.
Wychodzę przed dom.
Spóźnione krople wolnym taktem spadają na mokry beton.
Powietrze orzeźwiające jak napój ze zmrożonych truskawek.
Przebiegam sto metrów. Bez sensu. Nienawidzę biegać. 
Bez pachnie jak oszalały.
Cichnie grzmienie.
Dobrze jest.

14 komentarzy:

  1. Nie chodź w pole jak grzmi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wiem, wiem. Ale aż tak dosłownie tego traktować nie trzeba :) grzmiało, owszem ale hen hen daleko. Zanim zaczęło grzmieć nad głową, to już byłam w domu :)
      P.s. swoją drogą - przez pewne doświadczenia z dzieciństwa o wiele bezpieczniej (sic!) w czasie burzy czuję się w szczerym polu niż pod drzewem czy jakąś wiatą przystankową.

      Usuń
    2. pod drzewem faktycznie chyba jeszcze gorzej;
      kiedyś mówili, żeby się położyć jak w polu burza złapie, niedawno słyszałam co innego, ale nie pamiętam co :)

      Usuń
    3. może przetestuję? ;)

      Usuń
  2. Katie, czy Ty przypadkiem nie mieszkasz po sąsiedzku ? No i dlaczego znowu mi grzebiesz w głowie:) mła:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a masz w okolicy sąsiadów, którzy nie dbają o trawnik? ;) Wybacz... nie chciałam ;D

      Usuń
    2. hehe:)Nie mam takich sąsiadów...ale moich sąsiedzi mają takowych:)Nie pozwalam Markowi na koszenie trawnika...bo mi szkoda stokrotek samosiejek, mleczy i małych białych kwiatulców podobnych do gipsówki co mi się rozpleniły na trawie:)

      Usuń
    3. ja też mam mlecze (choć już dmuchawce), jakieś takie rośliny z setek małych listków się składających i jagody. Niech sobie rosną :) marzę o trawie przetkanej stokrotkami :)

      Usuń
  3. Wiesz, co jest ciekawe: że moja mama i moja siostra, i pewnie mój brat (pod okiem bratowej też) też by lecieli zmiatać te płatki. A ja bym była jak Twoja M-ka. Tylko kotów bym nie ganiała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po kim M-ka odziedziczyła zamiłowanie do ganiania kotów - nie wiem ale wiem, że wirowanie w płatkach ma po mnie :)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. ja też lubię. Ale wolę być wtedy w domu :)

      Usuń
  5. A ja wyczekiwałam strasznie burzy.. przez dwa dni. Bo wszystko mówiło, że ona będzie. A ona nie przyszła. Nie było jej. Nie było wtedy kiedy na nią wyczekiwałam. Przyszla niespodziewanie. Nie taka jak chciałam. Jak błysnęło, myślałam, że sie schowam pod łóżko. Grzmot był jeszcze gorszy. No tak.. jak chcialam to miałam ;) pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. natura gra według swojego widzimisię ;)

      Usuń

Copyright © 2014 serendipity , Blogger