niedziela, 11 stycznia 2015

fastrygi

Wreszcie jest tak, jak lubię najbardziej. Siadam po prostu przed monitorem, bez żadnej wizji i konstrukcji w głowie. Bez mądrych spostrzeżeń, zaskakujących metafor i trafnych porównań. 
Jestem tu tak po prostu, ze swoim galopem myśli związanych z niczym i nawiązujących do wszystkiego. 

Wpadł mi dziś w przelocie internetowych odsłon tekst o kierunku rozwoju blogosfery w 2015 i uśmiechnęłam się sama do siebie i zaśmiałam pustym śmiechem, bo nie dość, że nic z tego nie zrozumiałam, to z radością przyjęłam fakt, że wszystko robię źle i na opak. Jak to dobrze, że ta sfera jest mi zupełnie obca, że mam ten skrawek sieci, w której jest tak normalnie, zwyczajnie i po prostu z moim i Waszymi światami. 
A gdy przeglądam w swoich statystykach najczęściej wyszukiwane zwroty z zeszłego roku i czytam: stopy koleżanki; Gdzie wziąć prysznic w Berlinie; Jak napisać szkic o podwyżce pensji; Candy Crush nagle od początku; Jak wygląda nasienie śmierdziuchów to myślę sobie, że to są prawdziwe, ludzkie problemy a nie kwestia, jaki jest obowiązujący styl layoutu i rodzaj fontu [zbieżność ze zmianami wizerunkowymi na moich blogach jest czysto przypadkowa :)]. 

Myślę sobie, że 2014 przyniósł kilka zacnych płyt, dobrych książek i naprawdę niezłych budynków. I właściwie, to nie wiem, czemu mnie to zaskakuje codziennie od 11 dni. 
Zaskakuje mnie też uporczywość moich myśli, zawracających w rejony, w których miały już nie bywać, by analizować zachowania ludzi zupełnie ze mną niezwiązanych. 
Może więc w końcu ten lichy ścieg się popruje, a ja będę miała czystą głowę, by ciekawiło mnie coś innego.

Jestem ciekawa poniedziałku, tego, kiedy dopadnie mnie atak paniki, choć z drugiej strony, mimo lekkich nerwów, zupełnie rozsądnie [sic!] zauważam, że są podstawy do spokoju.

Od najbliższego bloku dzieli mnie jakieś 300 metrów. Ci z pierwszego piątra najbardziej oddaleni od okien mojej kuchni, mają bardzie cienkie firanki w oknach i bardzo duży ekran telewizora. Czasem tak zastygam przy tym oknie. Brak fonii mi nie przeszkadza. Brak telewizora w domu coraz bardziej. Zaczynam źle znosić ciszę.

Znów śnię przedziwne, gęste sny. Realne do każdej emocji, faktury monety przerzucanej między palcami, do detali pomieszczeń, wzorów na kubkach i spódnicach wyśnionych dziewcząt. Czuję smaki i siłę wiatru, niewygodę siedzenia w PKSie, do którego podkradam się bladym świtem, w jakiejś małej, zapomnianej miejscowości. Słyszę rozmowy i śmiechy dzieciaków siedzących na samym końcu i znam każdy takt piosenki, która leci w radio. Realnie drażni mnie słabość kadru, który próbuję uchwycić w opuszczonej fabryce dywanów i pamiętam każde słowo wypowiedziane przez moją mamę, która nocuje w moim łóżku pod błękitną pościelą. Są tak przesycone, konkretne i sugestywne, że czasem zastanawiam się, czy to bardzo rzeczywisty sen, czy to rzeczywistość widziana jak przez mgłę. 

Dziś myślę, że grudzień też był taki gęsty, bogaty w szczegółowe didaskalia, ciągnął się bardzo skrupulatnie przez wszystkie strony kalendarza i był przy tym tak spokojny i pełny. 
Dziś mam też lśniącą podłogę w korytarzu jak nigdy. Na całej długości błyszczy niebieskim brokatem, który sypie się nieprzerwanie z m-kowej sukienki przygotowanej na karnawałowy bal w przedszkolu. Chodzę więc po skrząco-błękitnej powierzchni jak,  nie przymierzając, jakaś księżniczka Disney'a. 

M-kę zmartwił ten strzępek paryskich informacji, który dobiegł do niej z radia, choć tak naprawdę prawie nic z nich nie zrozumiała. Ja usłyszałam wszystko i nie rozumiem nic. 

Za oknem styczeń i 14 stopni na plusie i wiem, że moje dziecko będzie żyło w świecie zupełnie innym niż ja. 


10 komentarzy:

  1. Bardzo ładne zmiany szaty graficznej( choć może jest jakieś zagraniczne slowo na "wygląd"), większa czcionka - jakby dla mnie:)
    Myślę, że wszyscy już jakąś częścią czujemy się w całkiem nierozumiałym świecie, zdziwieni, pogubieni, bezradni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Po napisaniu tego ostatniego zdania pomyślałam, że w zasadzie to już żyję w zupełnie innym świecie niż 15 lat temu...

      Usuń
    2. A może już nie pamiętasz świata sprzed 15 lat? Albo pamiętasz go zupełnie inaczej, niż wyglądał.

      Usuń
    3. Pamiętam. Być może inaczej odbieram go teraz, niż wtedy. Ale wiem, że święta były białe i bałam się o wielu mniej absurdów niż teraz.

      Usuń
  2. Każdy żyje w innym świecie. Każdy w swoim. Ja tak czuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakich byś zmian nie dokonała, dobrze mi zawsze jednako... :*

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 serendipity , Blogger