wtorek, 18 września 2012

psalm stojących w kolejce

Wśród kolorowych kartek papieru i pasków bibuły, miedzy drzewami, przy samej ziemi na piankowych puzzlach radosny gwar dzieci i ich rodziców. Z rąk do rąk podają sobie kredki, kawałki tektury, liście. Budują z kartonów domki dla krasnoludków, kasztanom nadają zoomorficzne kształty, przypinają gumki do krasnoludkowych czapek. Bawią się świetnie. Siedzą razem ale tak naprawdę każdy sobie: walka o konkretny kolor brystolu, kredkę, kolorowankę. Bardzo dyskretna ale jednak na śmierć i życie, bo radość dziecka przecież najważniejsza. Własnego dziecka rzecz jasna. Dzieci roześmiane, rodzice wyluzowani. 
Tuż obok nich stoją i obserwują mocno trzymając się za ręce M-ka i Katie.

M-ka: Mamo, chcę czerwoną czapkę krasnala.
Katie: Dobrze kochanie. Idziemy zrobić ci czapkę.
Głęboki wdech. Jestem dorosła, jestem matką. Dam radę.  
Siadamy w radosnym kręgu.
Katie: M-ko, weź proszę tą czerwoną kartkę.
M-ka: Nie mamo, ja poczekam.
Katie: Ale nie musisz czekać, możesz sobie wziąć taką kartkę, która ci się najbardziej podoba. 
M-ka: Poczekam mamo. 

Biorę czerwoną kartkę do rąk i formuję z niej czapkę krasnoludka burząc się w myślach na postawę mojego dziecka. Na to jej poczekam. Przypominam sobie, jak na placu zabaw ustępuje miejsca innym dzieciom chcącym wdrapać się na zjeżdżalnie, mimo iż to jej kolej. 
Kartka papieru nabrała kształt czapki. Czekam. Grzecznie czekam w kolejce, której nie ma, na swoją kolej wzięcia taśmy klejącej i trzy razy spóźniam się o sekundę. 
M-ka: Poczekamy mamo. 
Nie, nie poczekamy. Krasnoludkowy pomocnik macha czerwoną czapką nad głowami:
- Czy ktoś chce czerwoną czapkę?
Nie czekam. Jestem lwicą. Bardzo dyskretną. Moje dziecko ma czapkę krasnoludka. 
Place zabaw i festiwale dla dzieci to dżungla.

Obie z ulgą i z czapką odchodzimy od plastycznego kręgu. M-ka biega po parku i odwiedza ustawione w nim kartonowe domki krasnoludków. Czasem przeczołga się przez kolorowy tunel. Robię zdjęcia. 
Myślę nad słowami Lewkonii: jaka mać, taka nać.
Bo jesteśmy rodziną kotów. Wychodzimy do ludzi wtedy, kiedy mamy na to ochotę i na naszych warunkach. Dobrze nam w swoim towarzystwie.
W zasadzie, to nawet dość zabawne. A. mówiła mi, że jestem otwarta na innych, że ludzie do mnie lgną, otwierają się przede mną. Ale o mnie samej mało kto co wie. Tylko tyle na ile sama pozwolę, a i tak ma się wrażenie, że zna się mnie na wylot. Jestem tak antyspołeczna, że organizuję imprezy, o których wspomina się latami, rozkręcam atmosferę i nadaję jej rytm. Dusza towarzystwa. Nie wynika to z mojego charakteru, ale z potrzeby, by inni czuli się dobrze. Ale jestem też dzika i cicha. Typ obserwatora, nie wybijam się przed szereg i nie jestem liderem, jeśli nie muszę. 

M-ka swoje imię poniekąd zawdzięcza kochance Kafki. Poniekąd, bo imię było już wybrane, a potem był artykuł. Gdy go przeczytałam, to wiedziałam: takich cech szukam u kobiety. Imię wybraliśmy dobrze. Bo ze wszystkich rzeczy, których M-ka miała po mnie nie dziedziczyć były nos, naiwność, a przede wszystkim wycofanie i skłonność do stania w kącie. 
M-ka miała mieć wrażliwość, jasne spojrzenie na świat, inteligencję, poczucie humoru, mocny charakter, pewność siebie. I na co dzień wszystko to ma. W zderzeniu ze światem zewnętrznym chowa się do swojego kokonu. Kokon wyniosła z domu.

Bo jaka mać taka nać więc w nieistniejących kolejkach będziemy stać.  
Ale choć wiem, że czasem ten mój bagaż będzie jej ciążył, to cieszę się, że M-ka jest taką M-ką, jaką jest.

10 komentarzy:

  1. A ja myślałam,że M-ka to Michalinka:)A to imię zupełnie nie na eM:)
    A propos głównego tematu posta to...wygląda na to,że jesteśmy spokrewnione:)
    Jestem straszny dzikus ale i dusza towarzystwa.Znowu mam wrażenie jakbym o sobie czytała...hehe:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Michalina - ale Michaliną miałam być ja ;) A imię, jest zupełnie na eM ;) widocznie Kafka miał kilka kochanek, choć tu pewnie bardziej zasadne byłoby sformułowanie: "ukochana Kafki" :) I cóż, dobrze jest wiedzieć, że nie tylko ja i M-ka tak ma. Bardzo dobrze :)

      Usuń
  2. Wiele cech mam podobnych, aż się zdziwiłam. Paczucha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa których?:)
      Paczuś, a mnie już od dłuższego czasu zastanawia, czy Ty tak wcześnie wstajesz, czy tak się późno kładziesz? :)
      A tak poza tym, mam problemy z dodawaniem u Ciebie komentarzy na onecie :/

      Usuń
    2. Często się budzę w nocy, mam kłopoty ze snem. Onet szwankuje, ale obiecuje, że to przejsciowe, bo łaczy się z blog.pl Paczucha.

      Usuń
    3. oj :( mam nadzieję, że szybko minie, bo nigdy nie jestem pewna, czy się komentarz opublikował czy też nie, bo pojawia się z opóźnieniem.

      Usuń
  3. Bardzo często w takich chwilach zabieram swój Projekt pod pachę i wynajduję ciekawsze, spokojniejsze miejsce albo jakieś szalone zajęcie dla nas obu. I zastanawiam się wtedy czy mądrze robię, nie pozostawiając Projektu w podwórkowej dżungli na rzecz odnalezienia się w jej dorosłej wersji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie wiem. Ale robię tak samo :)

      Usuń
  4. Katie, jestes wspaniałą Mamą wspaniałej M-ki. Obserwujesz ją, wspierasz, strzeżesz. A potem mała M-ka będzie dużą M-ką a jej Mama nadal zechce ją strzec, wspierać, az do czasu, kiedy okaże się, że duża M-ka swoje problemy i radości woli dzielić z kimś innym, a Mamie pozostanie tylko obserwacja z bezpiecznej odległości. Ech... życie, życie.:((
    Katie, ciągle jestem pod urokiem Twojego "pisania". Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To będzie ciężki moment ale zupełnie naturalny :) Dziękuję :)

      Usuń

Copyright © 2014 serendipity , Blogger