niedziela, 2 września 2012

what I've done

Ostatni dzień wakacji spłynął deszczem. Rozdzwonił się telefonami, mailami sypnął i wypełnił po brzegi zadaniami. Potem przeklinał w korku, przepychał się przez tłumy przy stoiskach z wyprawką i przestępował z nogi na nogę w kolejkach do kas w supermarkecie.
W pracy znów poczułam ukochany, podszyty stresem dreszcz. Ten dobry natłok, to uczucie, jak ostatnie sekundy wysmykują się z koniuszków palców, ciągły ruch. Uwielbiam, gdy się dużo dzieje. Odhaczając kolejne zadania, mam takie złudne poczucie, że zapanowałam nad chaosem tego świata.

Wakacje się skończyły, skończyła się też realizacja mojej wakacyjnej listy [tak, to jeden z tych postów, gdzie przez przypadek skasowałam komentarze, a tam większość z Was pisała, że też robi listy, nie wyszłam więc na totalnego wariata, ale nie mam już na to dowodów ;)].
Zgodnie z obietnicą robię rachunek sumienia, przed wakacjami postanowiłam sobie:

  • zarejestrować się i pójść (!!!) do tych trzech lekarzy, dzięki którym mam się poczuć lepiej;

  • Zarejestrowałam się do jednego i poczułam się lepiej psychicznie, bo najgorszy ze scenariuszy okazał się być nieprawdziwy. Na fali radości zapomniałam o tych dwóch pozostałych.

  • przypomnieć się Naczelnemu, że żyję, że nie straciłam palców u rąk i (mam nadzieję) umiejętności pisania. Przy okazji też coś napisać;

  • Przypomniałam się i od razu zostałam zaproszona na spotkanie redakcyjne, gdzie okazało się, że znam aż trzy osoby, bo wszyscy są nowi. Napisałam, przeszło. Nad trzecim tekstem męczę się trzeci tydzień.

  • brać ze sobą aparat i robić zdjęcia a nie smęcić: ojej, ale mogłabym fajne zdjęcie zrobić. Przy okazji może mogłabym też dzięki temu nauczyć się robić dobre zdjęcia;

  • W zasadzie to nie wiem, na pewno zaczęłam robić więcej zdjęć, ale ilość nie idzie w parze z jakością.

  • powiedzieć b Pewnemu Panu z Uczelni, któremu powiedziałam już a i doprecyzować w końcu obszar naukowych eksploracji;

  • Yhmm... na przełomie sierpnia i września miałam się skontaktować,  czego oczywiście nie zrobiłam, ponieważ wyleciało mi z głowy. Doktorat nie zając?

  • skończyć wreszcie czytać tę książkę, co ją rok temu zaczęłam;

  • Ha! Skończyłam. Nie wiem, czemu sobie zrobiłam taką krzywdę, ale się zawzięłam i dobrnęłam do ostatniej kropki w trzy dni!

  • czytać więcej, czyli znaleźć każdego dnia chociaż 30 minut na czytanie. I sobie i M-ce;

  • Melduję wykonanie zadania.

  • wziąć się w garść i skończyć ten cholerny claim, draft i co tam jeszcze chcą;

  • Done! Teraz pracuję nad kolejnym...

  • zacząć biegać (nie wierzę, że to znajduje się na mojej liście, to pewnie przez ten upał) i chodzić 
  •      na   basen;

    Buhahaha... To jest jedna z takich rzeczy, którą umieszczasz na liście i doskonale wiesz, że nie ma siły, abyś mogł to zrealizować. Chociaż biegałam. Aż trzy razy. Łącznie pokonałam imponujący odcinek 1 km.

  • z domu wychodzić. Z i do ludzi. Do obrazów też;

  • Wyszłam. Raz.

  • zacząć znów słuchać muzyki a nie tylko słyszeć ją w tle codziennych czynności;

  • Nad tym koniecznie muszę popracować.

  • rozdrażnić swój egoizm, by rozwścieczony odgryzł sporą część mojego altruizmu;

  • Niestety nie wyszło mi to na dobre. Okazało się, że  jestem chamska i złośliwa. I jestem z tego dumna.

  • oglądnąć te filmy, co już nie pamiętam jakie;

  • Nadal nie pamiętam jakie więc nie oglądnęłam.

  • przepisać do zeszytu przepisy, które walają się po całej kuchni na kilkudziesięciu karteluszkach;

  • Przepisałam. Dwa.

  • raz w tygodniu gotować coś, czego jeszcze nie gotowałam (współczuję współbiesiadnikom);

  • W praktyce wyszło raz na dwa tygodnie.

  • powrócić do ćwiczenia jogi, bo pamiętam, że unosiłam się wtedy nad ziemią i nie ruszało mnie nic, co teraz rozbija mnie w drobny mak;

  • Następne.

  • nie dyskutować z głupcami;

  • Próbowałam, ale wyszło na to, że przez większość dnia milczałam.

  • wywalić ciuchy, w których nie chodzę i zadawnione żale, które nie pozwalają mi iść do przodu.

  • Wywaliłam trzy 1,5 litrowe worki ubrań. Mimo to wciąż nie mieszczę się w szafie. Z żalami wciąż się uczę, strasznie ciężka sprawa.

    Tak w zasadzie nie było, aż tak źle. Na wrzesień planuję dwie rzeczy: nie świrować przesadnie z tego powodu, że M-ka idzie do przedszkola oraz wypakować się ze wszyskich kartonów - wyjątkowo mało realna lista.

    14 komentarzy:

    1. Najbardziej rozbawił mnie ten doktorat co to nie zając :))))))))Paczucha.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. No wiesz, kolejny miesiąc w perspektywie pięcioletniego przeciągania sprawy, to naprawdę niewiele ;)

        Usuń
    2. No tak...w odfajkowaniu punktów na liście też jesteśmy podobne:)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Intencje też są bardzo ważne, a te zawsze mamy dobre :)

        Usuń
    3. Oj tam.. wiekszość spełniona, a że nie w 100%? Zawsze mozna postanowić sobie coś na następne wakacje :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. i takie podejście mi się podoba :)

        Usuń
    4. Ja swojej listy nawet nie wyciągam, bo musiałabym przewertować dokładnie słownik synonimów w poszukiwaniu odpowiedników na "może innym razem:)"...

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. wiesz... tak z drugiej strony spełnienie bywa bardzo irytujące ;)

        Usuń
    5. Podoba mi się! Ja to robię listy, co zawsze wyglądają tak samo (dieta, ćwiczenia, systematyczność...). Teorie tworzenia zadań znam i przymykam oko chyba. Co do planów nowych... ja od przeprowadzki w kwietniu nadal nie rozpakowałam kartonów ;P
      Jak rozpoczęcie roku?

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Naszych kartonów coraz mniej na szczęście, może nawet wypakuję się do połowy miesiąca?
        Minęło bezboleśnie. I u nas i u M-ki :)

        Usuń
    6. 1,5 litrowe worki? Co tam zmieściłaś- skarpety? :]

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. sukienki hare kriszna :P Miały być 15 litrowe :D

        Usuń
    7. Kochanie, worki były 120 litrowe. Jakbyś pakowała rzeczy do 15 litrowych, to do dziś zostałby Ci jeszcze do spakowania mały pokój :P

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. no proszę... chęć dogryzienia żonie była tak silna, że udało Ci się w końcu zamieścić komenatarz. brawo! medal z ziemniaka jest Twój ;P

        Usuń

    Copyright © 2014 serendipity , Blogger