wtorek, 11 grudnia 2012

you shook me all night long

Zamarudziłam na swoją bezsenność, która jednym skinieniem o trzeciej nad ranem podnosiła moje powieki i zmuszała oczy do tępego wpatrywania się w sufit.
Rano M-ka z radością powitała śnieg za oknem, a mi przypomniał się każdy płatek śniegu, który w środku nocy spadał z nieba i nie osiadał na brukowej kostce, tylko wbijał się we mnie jak ostra igła.
A ponieważ zamarudziłam za bardzo, zbyt intensywnie i niegrzecznie, to bezsenność, w rewanżu, ustąpiła całemu pakietowi zaburzeń sennych, który dopadł mnie, gdy tylko przymknęłam oczy w kolejną noc.
Gdyby jeszcze dręczyły mnie nocne koszmary, katastrofy i najgorsze demony, gdybym śniła największe zło świata tego, to może przełknęłabym to z pierwszym łykiem porannej kawy.
Ale zamykałam oczy w poczuciu błogiego zmęczenia, z nadzieją, że ta noc będzie inna niż te ostatnie rozciągnięte w długie tygodnie; że przy takim zmęczeniu zasypia się przecież, jak kamień, którego nic nie poruszy.
Nie przyszedł sen. Ani ten dobry ani ten zły. Przyszły szumy i splątane w jeden węzeł głosy, tak ciężkie i głośne, że uciec od nich nie było gdzie. A wraz z nimi paraliżujący strach przed nienazwanym, nieokreślonym, tak przejmujący, że aż bolał każdym urwanym wdechem.
I był to lucid dream, bo przecież wiedziałam, że śpię, że wystarczy tylko otworzyć oczy i wszystko zniknie i znów będzie spokój i śnieg sypiący za oknem. Obok przejmującego lęku obezwładniająca bezsilność, bo powieki ołowiane, sklejone ze sobą ani drgnęły. I wtedy pomyślałam, że przecież wystarczy tylko mocniej szarpnąć swoim ciałem, krzyknąć nawet w przestrzeń, to wtedy się obudzę w ciemną noc, wolną od snu i wzburzonych głosów w mojej głowie. A im bardziej napierałam, tym mocniej uciskało coś moją klatkę piersiową, tym mniej mogłam ruszyć kończynami. A im mocniej krzyczałam, tym bardziej ten krzyk przybierał formę kociego pomruku. A przecież widziałam to wszystko, co widzę otwierając oczy, więc skąd ten ból ciała i lęk w głowie? Kolejne, znienawidzone przez mnie, fałszywe przebudzenie zaśmiało się w moją twarz szyderczo a lęk obwiązał mnie całą porażeniem przysennym. I wtedy pomyślałam, że to już koniec, że nie wyrwę się z tego snu_nie_snu a ten śnieg za oknem wciąż będzie sypać tak głośno i nieznośnie już na zawsze. I będę słyszeć te kłótnie w głowie, tych głosów nieprzyjaznych, nie rozchylę warg, by wydać z siebie szepczące ciiii, bo usta z kamienia i ja cała, jak głaz.

Jedno szarpnięcie.
Ręka Kubika na ramieniu, co się dzieje, Katie? ciepłym powietrzem opada na moją twarz, a ja wiem tylko, że lęk we mnie ogromny i mięśnie obolałe, jak nigdy wcześniej.
Gdy w swym śnie_nie_śnie nie mogłam wydostać się ze ciasnego kokonu, Kubik po drugiej stronie, przez dziesięć minut próbował mnie z niego wyszarpać, przy wtórze mojego rozdzierającego krzyku i rzucaniu się w pościeli.

Śnieg sypał bezszelestnie. Poranny łyk kawy smakował paraliżującym strachem, którego przez dwa dni nie zagłuszyły dzwonki tramwajów i stukot kół pociągu. Strachem, który rozkłada się w moim łóżku, skutecznie mnie od niego odciągając. Boję się zasnąć.
Do wczesnego rana, walcząc ze zmęczeniem, szukam na śniegu śladów koleżanki bezsenności. Bo choć męcząca była, to jednak - mimo wszystko -  nie czułam się przy niej obłąkana.


8 komentarzy:

  1. Już dobrze, Katie.:)
    Znam to uczucie.
    Czasami budzę się o czwartej nad ranem jednym zrywem z pościeli i przez sekundę czuję,że się uduszę bo nie mogę złapać tchu i oddechu.Boję się i nie wiem czego.
    Na szczęście to mija:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały paradoks polega na tym, że ja się porządnie wyśpię, to takie stany miną :)

      Usuń
  2. Współczuję. Nigdy nie miałam takiego czegoś, więc zupełnie nie mam pojęcia, jak się wtedy czujesz, ale jak mówisz, że gdy się wyśpisz, to miną, to życzę Ci, żebyś się porządnie wyspała w takim razie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzenia dobrej i spokojnej nocy nabrały dla mnie zupełnie innego znaczenia.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Jakoś tak czułam, że to zrozumiesz.

      Usuń
  4. Przemęczenie i pewnie jeszcze coś, co lubi do Ciebie wracać w pewnych okresach roku. Jest na to sposób - dotlenić się przed snem, wypić mleko z miodem albo kakao, w piżamie, nie mieć zmarzniętych stóp i kazać się smyrgać po plecach, aż nie zaśniesz. Powinnaś spać jak bobo, bez koszmarów.
    A jak nie pomoże - persen.

    Mam tak, gdy przemęczę mózg, gdy mnie coś dręczy,a jeszcze nie wiem co, i gdy za długo siedzę w nocy. Kilka następnych odreagowuję rzucawką.

    Różowych snów, lub zwyczajnie głębokiej fazy od razu po zamknięciu powiek:))))I żebyś nie pamiętała, o Cię goniło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przemęczenie na pewno, bo ostatnio na najwyższych obrotach przez całe dni jestem, w ciągłej gotowości i potem trudno jest się wyciszyć. W tym roku moje ciemne miejsca mnie do siebie nie wciągnęły, a przecież sama mi kiedyś napisałaś, że "jesienią zawsze byłaś słabsza", a tu i jesienią i zimą tak sporo energii we mnie.
      Zaczęłam pić kakao, mam ciepły szlafrok i skarpety, ale nikt mnie po plecach nie smyrga, bo wszyscy śpią :) Ale jest lepiej - nie budzę się tak często w nocy. :*

      Usuń

Copyright © 2014 serendipity , Blogger